Tylko najtrudniejsze wyzwania

Przebiegł maraton w Genewie, uprawia kitesurfing i snowboard, a w przyszłości chciałby sprawdzić się w najtrudniejszym triatlonie świata – „IronMan”. Planuje też ukończyć dodatkowe studia na jednej z uczelni „Ivy League”.

Jeszcze w trzeciej klasie liceum myślał, że zostanie muzykiem jazzowym. Jednak nad wielką fascynacją muzyką, fortepianem i saksofonem tenorowym górę wzięła jego druga pasja – informatyka, w której widział większe możliwości odniesienia sukcesu. Wybrał Informatykę w WSB-NLU, bo była to jedyna wówczas możliwość kontynuowania studiów rozpoczętych dwa lata wcześniej w USA. Na zawodowe wyżyny zaczął wspinać się już na drugim roku studiów. Podjął wtedy karkołomną – zdawałoby się – decyzję, aby studia dzienne w Nowym Sączu łączyć z pracą na pełen etat w warszawskim dziale IT firmy Procter & Gamble. Cztery dni w tygodniu spędzałem w pracy, a w piątek wsiadałem w pociąg do Nowego Sącza i na trzy dni jechałem na Uczelnię. Dzięki sporemu wysiłkowi i życzliwości Uczelni skończyłem jednak studia dzienne – wspomina Przemek. W ten sam sposób ukończył studia magisterskie i uzyskał dyplom DePaul University.

W Procter & Gamble pracował jako analityk systemów, a następnie jako system manager, realizując szereg projektów z pogranicza IT i biznesu. Ze zbudowanej przez niego platformy internetowej korzystało 40 000 pracowników P&G na całym świecie. Współtworzyłem narzędzie, które pomagało podejmować decyzje biznesowe menadżerom firmy, wprowadzającym nowe produkty na rynek
w 40 krajach regionu CEEMEA.

Praca w P&G była fascynująca, jednak Przemek nie chciał ograniczać swoich kompetencji tylko do IT. Wrodzona skłonność do przełamywania barier i podążania pod prąd kazała mu szukać doświadczenia, które w przyszłości pozwoliłoby poprowadzić własny biznes. Już wtedy postawił sobie ambitny cel: w ciągu maksimum siedmiu lat zamierzał osiągnąć poziom general managera, będącego w stanie samodzielnie pokierować średniej wielkości firmą. Jednak na tym etapie nie posiadałem ani kapitału, ani dobrego pomysłu. Postanowiłem więc zorganizować start-up dla kogoś innego. I tak zaczęła się moja przygoda
z islandzką firmą Betware – produkującą oprogramowanie dla loterii i kasyn, dla której to firmy otworzyłem oddział tworzący oprogramowanie w Warszawie.Była to doskonała szkoła prowadzenia biznesu i budowania organizacji. Na mnie, 27-letnim wówczas prezesie zarządu polskiego oddziału, spoczywała odpowiedzialność za całe spektrum operacyjnej działalności spółki. Z czasem powierzono mi także odpowiedzialność za budowanie strategicznych partnerstw
z innymi firmami w branży.

Luxoft, międzynarodowy dostawca najwyższej jakości usług IT, postawił przed Przemkiem kolejne duże wyzwanie – stworzenie od podstaw oddziału w Polsce, który docelowo ma zatrudniać kilkaset osób. Wyzwanie to było spójne z moimi wcześniejszymi doświadczeniami, jednak skala przedsięwzięcia znacząco wykraczała poza moją „strefę komfortu”. Udało się. W ciągu półtora roku zbudowałem od podstaw oddział w Krakowie, zatrudniający ponad 150 osób
i obsługujący kilku klientów z listy Fortune 500 – w tym znany bank inwestycyjny. Dziś jestem wiceprezesem grupy Luxoft, która zatrudnia ponad 5300 osób
w jedenastu krajach, odpowiedzialnym za globalną strategię marketingową grupy.

Ulubionym zajęciem „po godzinach” jest spędzanie czasu z żoną i córkami. To ze względu na nie planuje „emeryturę” po czterdziestce. Pozwoli mi ona na uruchomienie własnych przedsięwzięć i umożliwi dzielenie się wiedzą
i doświadczeniem z innymi. Mam nadzieję, że znajdę wówczas czas na rozwijanie swoich pasji, w tym na powrót do fortepianu i saksofonu.