fast take-off

Pierwsze doświadczenia w zarządzaniu zdobył jeszcze w amerykańskim liceum, uczestnicząc w konkursie Pensylwania Business Week. To była praktyczna symulacja zarządzania firmą. Moja produkowała rolki – opowiada. Po maturze wróciłem do kraju, bo studia w USA były wtedy za drogie. Pobyt w Ameryce utwierdził go jednak w przekonaniu, że chce studiować biznes. Tak trafił do
WSB-NLU.

Gdy Tomek opowiada o czasach spędzonych na Uczelni, szeroko się uśmiecha. Wspólnie z Martą Stefańczyk oraz Maksem Imiałkiem wystartowali w konkursie organizowanym przez firmę L’Oreal. Musieli stworzyć nowy produkt i jego strategię. Nic o tym projekcie nie powiedzieliśmy w szkole. Uznaliśmy, że jeśli nie wygramy, to nie ma tematu – opowiada. Gdy po miesiącach pracy pokonali 164 drużyny, uzyskując pierwsze miejsce w Polsce, zadzwonili najpierw do Rektora i zaprosili go, by towarzyszył im w Paryżu. Finału światowego wprawdzie nie wygrali, ale zrozumieli, że nie zawsze chodzi o treść, ale o to, kto zrobi większy show.

Sukces w konkursie sprawił, że jak z rękawa posypały się oferty pracy. Odrzuciłem wszystkie propozycje, bo chciałem się uczyć – mówi. Na trzecim roku studiów,
w ramach programu Sokrates, wyjechał na stypendium do Francji. Choć stypendium było półroczne, został w Grenoble cały rok i uzyskał tam tytuł magistra.

O tym, że chce pracować z ojcem, zdecydował podczas ich spotkania w Genewie. Tata właśnie sprzedał swoją pierwszą firmę, a że lubi wyzwania, z miejsca kupił upadłe łańcuckie zakłady produkcji garniturów, bo chciał dać ludziom pracę. Widziałem potrzebę wsparcia tej firmy swoją wiedzą i zaangażowaniem.
W zamian dostałem dużą swobodę działania i jeszcze większą odpowiedzialność. Efekty mojej pracy były szybko widoczne
– opowiada. Firma szyła 120 tys. garniturów rocznie i zatrudniała 200 osób. Prawie 80% produkcji wysyłana była na eksport, głównie na rynek francuski, na którym firma z Łańcuta uzyskała jedno
z czołowych miejsc w swojej kategorii. Francuski sukces zachęcał do kolejnej „ucieczki do przodu” i zdobycia czołowych pozycji również w innych krajach. Udało się. Firma rodzinna, którą restrukturyzowałem, jest aktualnie liderem na kilku rynkach w Europie jako dostawca najwyższej jakości klasycznej odzieży męskiej. Wówczas była to Francja, teraz są to dodatkowo Niemcy, Holandia, Belgia, Rosja, Wielka Brytania i Skandynawia. To była moja pierwsza praca, wysoce stresująca i pod presją czasu, ale na chwilę obecną stwierdzam, iż była to super szkoła biznesu.

Rok 2007 to uruchomienie kolejnego ambitnego przedsięwzięcia, pozwalającego na wybicie się, nowy, ostry start. Wraz z partnerami stworzył spółkę Lancerto SA
i w ciągu 4 lat otworzył w Polsce 25 sklepów z modą męską marki Lancerto, oferującą najwyższej jakości garnitury, marynarki, koszule i akcesoria ubraniowe, łączące tradycyjną elegancję z odrobiną luzu i swobody. W rankingu Gazele Biznesu 2011 spółka zajęła 105 miejsce w Polsce na 3800 firm zgłoszonych, jeśli chodzi o dynamikę przychodów w latach 2008 – 2010. Firma uzyskała też nagrodę „Odkrycie Roku 2010” w branży handlowej. Spółka zatrudnia ponad 100 osób. Jest to aktualnie jedna z największych firm w tym segmencie w Polsce pod względem przychodów i ilości sklepów.

Pytany o plany na przyszłość Tomek deklaruje, że chce rozwijać stworzone już spółki i inwestować w nowe, ciekawe projekty biznesowe. Fascynuje go rynek kapitałowy oraz lotnictwo. Bardzo lubię podróżować. Są to zazwyczaj krótkie, intensywne wyjazdy. Wspólnie z żoną zwiedziliśmy już spory kawałek świata. Uwielbiam latać samolotem, nasza córka Kaja już w pierwszym roku życia odbyła z nami 20 lotów.