Skoncentrować się na tym, co ważne

Nigdy nie marzyła o karierze bizneswoman. Wygrywała olimpiady biologiczne; fascynował ją organizm ludzki i świat kaktusów. Już wtedy, w liceum, przejawiała talenty organizatorskie i… była właścicielką dość trudnego charakteru. Myślała
o medycynie albo rehabilitacji, ale pomimo zdanych egzaminów nie dostała się na wybrane studia. W tym czasie dr Pawłowski tworzył w Nowym Sączu szkołę biznesu i Kasia powodowana ciekawością – amerykańska szkoła – znalazła się na studiach licencjackich na kierunku zarządzanie i marketing. Studia stanowiły dla niej bazę – bardzo dobra znajomość języków obcych była na początku lat 90. furtką do otrzymania dobrej pracy. Języki to nie wszystko – byliśmy po szkole przygotowani do pracy w przedsiębiorstwie, w czasie studiów pracowałam np. jako tłumaczka na kursach dla sekretarek oraz dla żołnierzy odchodzących do rezerwy – bardzo ciekawe doświadczenie :), pracowałam w bibliotece, dystrybuowałam książki. Ze szkoły wyszliśmy naładowani energią i wiarą we własne możliwości – duża w tym zasługa rektora Pawłowskiego.

Po trzecim roku studiów zdobyłam stypendium na Akademii Ekonomicznej
w Wiedniu, które było dla mnie fantastycznym doświadczeniem – uczyłam się
w jednej grupie z ludźmi z kilkunastu krajów, z niektórymi utrzymuję kontakty do dnia dzisiejszego!
Po powrocie skorzystała z oferty pracy otrzymanej od prezesa Piotra Janeczka, w ówczesnym Zakładzie Przetwórstwa Hutniczego Stalprodukt SA. Katarzyna od osiemnastu lat pracuje w tej samej firmie – jednak na różnych stanowiskach i w różnych działach – od sprzedaży i marketingu po rozwój produktu i strategię. Obecnie jest kierownikiem działu marketingu. Jej doświadczenie zawodowe rosło razem z firmą.

Można śmiało powiedzieć, że rozpoczynałam pracę w innym przedsiębiorstwie. Przeszłam z tą firmą cały proces wejścia na giełdę, mnóstwo negocjacji i rozmów handlowych. Blachy transformatorowe Stalproduktu są eksportowane na cały świat. W pracy Katarzyna sporo podróżuje – organizuje imprezy targowe głównie
w Europie, ale również w Kairze, Casablance, Bombaju i Montrealu. Chętnie wyjeżdżam, każdy wyjazd poszerza horyzonty, stanowi odskocznię od codzienności. – przyznaje Kasia. Są miejsca, które z różnych powodów szczególnie zapadły mi w pamięć jak Bruksela, Göteborg, Amman czy Tel Awiw, jednak po każdej podróży lubię wracać do Bochni, do mojego domu. Tu jestem
u siebie, tu jest moje miejsce na ziemi.
Bochnia, Kraków, Krynica, Nowy Sącz, Wiedeń, Budapeszt, Beskid Sądecki, Tatry Polskie i… może bardziej Słowackie, Beskid Niski, Pieniny czy Alpy – całe piękno tego regionu jest jej bardzo bliskie
i nie wyobraża sobie życia gdzie indziej.

Siłę daje mi współpraca z ludźmi, satysfakcja z dobrze wykonanej pracy – od zawsze byłam i jestem typem „task oriented”. Mogę powiedzieć, że moje szkolne plany ziściły się w pewnym sensie – siła organizacji tkwi przede wszystkim
w ludziach, w ich ogromnym potencjale, kreatywności, ciągłości pracy.

Gdyby dwa lata temu miała mówić o planach na przyszłość, wymieniłaby: budowę domu czy podróż po Ameryce. Jednak życie czasem samo pisze scenariusze. Dzisiaj mój horyzont planowania znacząco się zawęził. Nie planuję zbyt daleko, uczę się układać w głowie hierarchię ważności rzeczy na nowo. W styczniu zeszłego roku zdiagnozowano u mnie nowotwór złośliwy. Guz rozwijał się bardzo szybko. Prawie cały ostatni rok był dla mnie walką o życie. Kasia kocha chodzić po górach – dwa lata temu zrobienie ponad 2 tys. przewyższenia w Alpach w ciągu jednego dnia nie stanowiło większego problemu, a dzisiaj nawet 300 m jest dla niej wyzwaniem. Trzeba się koncentrować na tym, co można zrobić, a nie na tym, co jest poza naszym zasięgiem. Zawsze marzyłam o domu i chociaż jestem sama, nie chcę z tego marzenia zrezygnować – kupiłam stary dom i remontuję go z wielką pomocą moich przyjaciół. Mieszkam praktycznie na budowie i etap po etapie, powoli, realizuję to moje marzenie. Jestem z krwi i kości i idę swoją drogą. Mam w życiu dużo szczęścia – spotykam na tej drodze tych właściwych ludzi!