Lecimy, nie śpimy

„Lecimy, nie śpimy!” Tak Igor Karliński w wolnym tłumaczeniu interpretuje słowa jednego z najsłynniejszych menadżerów na świecie, który stworzył potęgę General Electric. Zresztą Igor – podobnie jak Jack Welch – dzięki intuicji i niekonwencjonalnym metodom zarządzania pomnaża wskaźniki i wartość sprzedawanych przez siebie produktów.

W nagrodę za osiągnięcia w WSB-NLU pojechał na studia do USA. Przez pół roku uczył się zarządzania biznesem w Chicago na DePaul University. Dzięki współpracy WSB-NLU z DePaul studiował za darmo, a dodatkowo otrzymał stypendium z Fundacji Kościuszkowskiej z Nowego Jorku. Po zdanych egzaminach przez kolejne sześć miesięcy pracował w jednej z największych firm logistycznych – C.H. Robinson. Kiedy wrócił do kraju, został menadżerem do spraw eksportu w Ceramice Paradyż i szybko rozwinął sprzedaż. Dynamika sprzedaży za granicę była naprawdę ogromna. W dwa lata udało nam się podnieść poziom eksportu o kilkaset procent – wspomina.

I wtedy zadzwonił kolega ze studiów, Dominik Kopera, którego ojciec kupił od Skarbu Państwa upadającą olkuską Emalię – firmę produkującą emaliowane naczynia kuchenne. Zakład był, delikatnie mówiąc, w nie najlepszej kondycji. Lata 90. to zmierzch zainteresowania tego typu produktami. Zaczęła je wypierać stal nierdzewna. Wspólnie uznaliśmy, że dużą szansą firmy jest eksport. W ten sposób Igor ponownie został menadżerem, a następnie dyrektorem eksportu. Firmie sprzyjała nastająca na Zachodzie moda na zdrową żywność. Emaliowane garnki były świetnym produktem wpisującym się w ten trend. Zacząłem szukać klientów na nasze wyroby. Oferowałem je na różnych targach i spotkaniach w Turcji, Danii, Finlandii, USA, Niemczech i we Francji. Klientów szukałem także na Bliskim Wschodzie. I tak upadający państwowy zakład zamienił się w rentowną, prywatną firmę.

Po pięciu intensywnych latach w Emalii przyszedł czas na kolejną zmianę. Igor podjął pracę we wrocławskiej firmie notowanej na giełdzie KOELNER SA, gdzie objął stanowisko Prezesa Zarządu spółki-córki w Czechach – KOELNER CZ – jednej z 15 spółek zagranicznych KOELNER SA. Kondycja spółki była mizerna.
Po dwóch latach firma została zrestrukturyzowana, zmieniono kanały dystrybucji, wymieniono cały personel działu sprzedaży, w wyniku czego spółka osiągnęła drugi wynik w grupie. Czeska przygoda Igora znalazła swoją kontynuację w słowackiej Žilinie. Obecnie Zarząd KOELNER SA zaakceptował rekomendowany przeze mnie projekt utworzenia kolejnej spółki zagranicznej, KOELNER SLOVAKIA – ekscytuje się nowym wyzwaniem. – Spółka została zarejestrowana
z końcem 2011 i dopiero rozpoczyna swoją działalność. Również tu objąłem stanowisko Prezesa Zarządu – aktualnie zajmuję się rekrutacjami, kreuję strategię handlową, prowadzę pierwsze rozmowy z potencjalnymi klientami. Zasada J. Welcha: „Zmień się, zanim będziesz musiał”, z pewnością również tutaj znajdzie zastosowanie.

Podczas rozmów z klientami przydaje się wiedza wyniesiona ze szkoły, dotycząca różnic kulturowych. Przydaje się także nauka języków – podkreśla.
Ze szkoły pozostały również przyjaźnie. Do dziś Igor grywa w piłkę nożną ze Stanisławem Kwietniem. Zimą odwiedza przyjaciół z Nowego Sącza, z którymi weekendy spędza na snowboardzie. Z Wojtkiem Gieńcem, Przemkiem Jaworskim i Tomkiem Worobiowem szalejemy wtedy na maksa! Za dnia na stokach, wieczorami wspominamy studenckie czasy przy piwie. Inne sposoby na relaks albo porcję adrenaliny to jazda crossowa na rowerze, rejsy po Adriatyku i Karaibach czy wspinaczka na Kilimandżaro. W planach wejście na Mont Blanc
i rejs transatlantycki. A wszystko w myśl zasady: „Lecimy, nie śpimy!”.