Dom sukcesu

Wybrał WSB-NLU, bo była to jedyna wówczas uczelnia, która przygotowywała do życia i pracy w nowej rzeczywistości. W Nowym Sączu przyszedł mu do głowy pomysł na pierwszy biznes. Jako absolwent był skazany na sukces. I rzeczywiście go osiągnął. Stworzył jedną z najdynamiczniej rozwijających się agencji reklamowych w Polsce. Poszukując kierunku, który zastąpiłyby planowany inżynierski: Organizacja i Zarządzanie na Politechnice Łódzkiej, trafił do Nowego Sącza. Tata przeczytał w Gazecie Wyborczej o WSB, uczelni z amerykańskimi wykładowcami, ciekawym i pragmatycznym programie studiów. Wybrałem się na wycieczkę do Nowego Sącza, porozmawiałem chwilę ze studentami, zamieniłem kilka zdań z wykładowcami i od razu wiedziałem, że wybór nie może być inny. Chcę studiować w tej szkole – wspomina. Jedyne czego dziś żałuje, to faktu, że mając przez kilka lat góry na wyciągnięcie ręki, tak mało czasu poświęcił na wędrówki i szusowanie po stokach. Po przeprowadzce do Warszawy rozpoczął karierę w firmie Euro RSCG 4D – agencji zajmującej się marketingiem zintegrowanym. Zaczynał jako zwykły asystent w dziale obsługi klienta, a po próbnych trzech miesiącach powierzono mu pierwszy samodzielny budżet reklamowy klienta. W trakcie pierwszego roku pracy na tyle zdobył zaufanie przełożonych, że powierzano mu najtrudniejsze projekty, nierzadko takie, które realizowano po raz pierwszy na polskim rynku. Współorganizował między innymi debiut giełdowy PKN-u Orlen z pierwszą prywatną transmisją telewizyjną. Po trzech latach znalazł się na stanowisku menadżera czteroosobowego zespołu obsługującego budżet klientów wynoszący 4 mln zł, co w BTL stanowi całoroczny przychód średniej wielkości agencji.

W końcu uznałem, że dalsza praca dla kogoś jest nie dla mnie i z powodzeniem mogę stworzyć własną firmę. W 2002 roku założyliśmy wspólnie z kolegą agencję BTL Great Open House – opowiada. Choć zaczynali w czasie pierwszego dużego kryzysu gospodarczego III RP, wartość zleceń rosła dynamiczne. Po trzecim roku istnienia agencja osiągnęła obrót blisko 20 mln zł. W tym czasie Robert powołał do życia trzy dodatkowe spółki zajmujące się outsourcingiem sił sprzedaży, usług księgowych i rekrutacyjnych. Samodzielnie prowadząc agencję, zdobywał również prestiżowe nagrody – kilkukrotnie Golden Arrow i w 2007 roku Effie.

Po siedmiu latach funkcjonowania na rynku Great Open House miała w swoim portfolio klientów największe koncerny praktycznie z każdej gałęzi rynku. W tym okresie negocjacje w gronie właścicielskim pozwoliły Robertowi przejąć agencję na własność. Kolejny niedawny rynkowy kryzys przyczynił się do usprawnienia działania firmy. W okresie, gdy konkurencyjne firmy lawinowo znikały z rynku, Great Open House odświeżyła model funkcjonowania, dostosowując go do nowych warunków i osiągając zyski na poziomie tych sprzed kryzysu.

W chwili obecnej Robert pracuje nad dywersyfikacją działalności biznesowej, aby za pięć lat jak najmniej angażować się operacyjnie i znaleźć czas na realizację pasji. Bieżące aktywne zarządzanie firmą, poszukiwanie kierunków rozwoju w tej branży nie sprzyja podróżowaniu po świecie, o którym od zawsze marzyłem. Czas to zmienić – uśmiecha się.