Idealne brzmienie

Choć w szkole muzycznej uczył się grać na wiolonczeli, a na amerykańskim uniwersytecie był podporą orkiestry symfonicznej, to w dorosłym życiu zajął się głównie grą biznesową. W biznesie jednak tak jak w orkiestrze gra toczy się o to samo: osiągnięcie harmonii i idealnego brzmienia.

Doświadczenia ze szkoły muzycznej okazały się zresztą nieocenione zarówno podczas studiów, jak i w pracy zawodowej. Musiałem polubić częste wyjazdy, bo sporo koncertowaliśmy, musiałem oswoić się z tremą, bo występowaliśmy przed szeroką publicznością – opowiada. Teraz te doświadczenia procentują. Grając, nauczyłem się jeszcze dwóch, tylko pozornie sprzecznych rzeczy: rywalizacji
i współpracy.

Z muzyki na rzecz biznesu Przemek zrezygnował jeszcze w trakcie nauki
w amerykańskim liceum. Trafił tam na fali programów pomocowych i entuzjazmu związanego z likwidacją żelaznej kurtyny. I choć decyzja o rozłące z rodziną nie była łatwa, to doskonale współbrzmiała z wyniesionym z domu przekonaniem, że sukces wymaga wyrzeczeń, ambicji i odwagi w podejmowaniu ryzyka, wymaga też znajomości języków. W tamtejszej szkole średniej jest taki przedmiot jak ekonomia – zainteresowałem się tą dziedziną – wspomina. I choć początki nie były łatwe, to wyjątkowa serdeczność i pomoc rodziny Hansenów pozwalała mi przełamać trudne momenty. Z sentymentem wspominam wspaniałe chwile, gdy razem z moim amerykańskim bratem Wesem surfowaliśmy po falach Pacyfiku, zwiedzaliśmy Los Angeles czy Hawaje. Znakomite noty uzyskane w High School sprawiły, że rozpoczął studia na University of California w Irvine. Już po pierwszym roku zdecydował się jednak zamienić deskę surfingową na snowboard, a Irvine na Nowy Sącz.

Do klimatu panującego w WSB-NLU dostroił się idealnie. Ta szkoła niesamowicie wciągała. Z domu wychodziło się rano, a wracało późnym wieczorem. Cały czas wypełniały zajęcia i różne działania studenckie. Otwieraliśmy kolejne koła naukowe, uczestniczyliśmy w konkursach i organizowaliśmy sympozja naukowe, połączone z wyjazdem na narty. Wpajano nam sposoby prowadzenia negocjacji, uczono przygotowywania profesjonalnych prezentacji, nauka podejmowania szybkich decyzji była na porządku dziennym. Jednym słowem mieliśmy szanse zdobycia najistotniejszych kwalifikacji współczesnego menadżera.

Po studiach przez dwa lata pracował jako koordynator marketingu w jednej
z poznańskich firm. Zdecydował się jednak wyjechać do USA, gdzie związał się
z firmą Indiana Botanic Garden, produkującą suplementy diety. Odpowiadał w niej za stworzenie nowego systemu sprzedaży produktów przez Internet. Dzięki nowoczesnym rozwiązaniom udało nam się zwiększyć sprzedaż o 70%.
W krótkim czasie objął stanowisko dyrektora ds. współpracy międzynarodowej
i otrzymał zadanie zalegalizowania i rejestracji amerykańskich produktów na rynkach zagranicznych. W efekcie udało się rozpocząć dystrybucję w Ameryce Południowej, Afryce, Azji i Europie oraz otworzyć spółkę córkę w Polsce. Gdy to osiągnął, miał zaledwie 29 lat i był jednym z najmłodszych menadżerów w firmie.

Obowiązki zawodowe sprawiały, że miał wówczas mobilny dom. Część roku spędzał w Polsce, a część w Stanach Zjednoczonych. Jednak według Seneki cała harmonia świata składa się z elementów sprzecznych. Okazało się, że to właśnie ten wysiłek i pieniądze zarobione w Indiana Botanic Garden pozwoliły Przemkowi kolejny raz uzyskać idealne brzmienie: Od zakończenia studiów moim marzeniem było zarządzanie własną firmą. Marzenia urzeczywistniły się w momencie przejęcia wraz z ojcem większości udziałów w spółce akcyjnej SILVAPOL S.A, która jest liderem w Polsce w zakresie zaopatrzenia branży leśnej. Jako prezes zarządu spółki stworzył największe centrum hobbystyczne, którego motto brzmi „Dla ludzi kochających przyrodę”. Centrum o powierzchni 1200 m2, oprócz sprzedaży artykułów myśliwskich, wędkarskich i żeglarskich, pełni również rolę edukacyjną. Teraz w jednym mocnym akordzie rozbrzmiewać może praca zawodowa, myśliwskie i wędkarskie hobby oraz intensywne życie rodzinne z żoną Olą i dwójką dzieci: Zosią i Kubusiem.