Na krańcach świata

Ania o Michale
Mój mąż i najlepszy przyjaciel. Bez niego prawdopodobnie nie doszłoby do podróży. Przez ponad dwa lata, praktycznie codziennie, bez słowa pomagał mi
w zakładaniu ciężkiego plecaka. Zawsze uśmiechnięty. Bezproblemowy. Maksymalnie pozytywny człowiek. Mistrz mapy i orientacji w terenie. Bez niego zginęłabym w Tokio, Delhi czy dżungli w Vanuatu. Fan gór, wspinaczki
i – w przeciwieństwie do mnie – trekkingu.

Żeby nie było tak pięknie… :)
Chaotyczny – z organizacją u niego nie najlepiej. Bez żony generalnie byłoby ciężko… No i straszna skarpeta. Kończył finanse na WSB… :)

W trakcie dwuletniej podróży przekroczyli około 30 granic. A zaczęło się niewinnie – podczas niedzielnego spaceru w Wilanowie Michał spytał żonę, czy nie pojechaliby w podróż dookoła świata. Przez rok zbierali pieniądze. Potem zwolnili się z firm, wynajęli mieszkanie, sprzedali, co dało się sprzedać, a do rodziców wywieźli tylko kartony z książkami. Ubrania i buty rozdali.

To był najlepszy prezent, jaki mogli sobie sprawić. Decyzja życia. Niezapomniana przygoda. Czasami, kiedy przypomnimy sobie niektóre sytuacje – opowiadają – nam samym trudno uwierzyć, że to wszystko zrobiliśmy i przeżyliśmy. Głos muezina o wschodzie słońca, który budził nas, kiedy spaliśmy na dachach
w Iranie, rządowa toyota, która zabrała nas na stopa w Pakistanie i wiozła przez 14 godzin Karakoram Highway, nurkowanie na wyspie Mabul koło Borneo i na karaibskiej wyspie Roatan, kupno pierwszego samochodu i podróż nim dookoła Australii, wędrówka przez dżunglę na wyspie Pentecost na archipelagu w Vanuatu. I wiele, wiele innych…

Ania z Michałem poznali się na studiach w WSB-NLU. Przyjaźń przerodziła się we wspaniałą miłość i cudowne partnerstwo, które trwa do dzisiaj. Wspólnie realizują cele i marzenia. Właśnie urodził im się synek. Już planują kolejną podróż, tym razem we trójkę. Z pewnością będzie ona perfekcyjnie przygotowana, co nie wyklucza mnóstwa niespodzianek i przygód, jakie przytrafią się im na drugim krańcu świata.

Ania miała być prawnikiem i na szczęście nim nie została, bo nie spotkałaby Michała. Po studiach marketingowych pracowała m.in. w Kompanii Piwowarskiej, gdzie zarządzała marką Lech. Spędziła tam prawie pięć lat, a dzięki pracy
w korporacji bardzo dużo się nauczyła. Zasady marketingu najlepiej poznawać na „żywym organizmie”, a jeśli jest to firma z ciekawym portfelem marek, można nauczyć się naprawdę wiele. Niemniej w którymś momencie Ania stwierdziła, że nie jest to zajęcie, któremu chce poświęcić całe życie. Zostawiła za sobą wygodne, stabilne życie i rzuciła pracę. Nie bała się zrezygnować z dobrze zapowiadającej się kariery korporacyjnej i zacząć wszystkiego od początku. Wiele osób pukało się w głowę, gdy mówiliśmy, że zostawiamy nasze ciepłe, dobrze płatne posadki i bezpieczne warszawskie życie i jedziemy nie wiadomo gdzie, i nie wiadomo na ile. A my dzięki tej podróży wiemy, że jesteśmy
w stanie poradzić sobie w każdych warunkach i zawsze możemy na siebie liczyć.