Na krańcach świata

Jest coś magicznego w przekraczaniu granicy na piechotę. Pamiętam granicę Turcji z Gruzją, którą przekraczaliśmy latem 2008. Po stronie tureckiej otwierają specjalnie dla nas wielką metalową bramę. Celnik kręci korbą, brama powoli przesuwa się, odsłaniając cieniutki pas ziemi niczyjej. Niewiele osób przekracza granicę w tym miejscu, jeszcze mniej na piechotę. W tym samym czasie zaczynają kręcić podobną korbą po stronie gruzińskiej. Powoli otwiera się kolejna metalowa brama. Robimy krok przez ziemię niczyją, a za nami huk zatrzaśniętej bramy do Turcji. Za chwilę zasuwają z łoskotem bramę gruzińską. Zgrzyt i szczęk zardzewiałego żelaza. Koniec, nie ma odwrotu. Jesteśmy w Gruzji. W naprędce skleconej z drewnianych klepek budce siedzi wielki, gruziński celnik
– w koszulce na ramiączkach, z przewieszonym niedbale karabinem. Oprócz niego nie ma tu nikogo – cisza i pustka. Bierze paszporty, ogląda uważnie, sroga mina. Potem pyta: „A wy iz kuda?”. Odpowiadamy: „Iz Polszy”. „Aaa, Paliaki…!”. Twarz celnika rozświetla szeroki uśmiech, podnoszą się wąsy. „Haraszo, wiza nie nużna” i wbija pieczątkę.
W Gruzji znaleźli kwaterę u przemiłej babci – łóżko na takich sprężynach, że można skakać prawie pod sufit. Woda będzie rano :) Jest klimat :) – pisze Ania na stronie www.tourtheglobe.com.pl.

Powrót
Po ponad dwóch latach lądują z powrotem w Europie. Żeby było śmieszniej
– w Niemczech, w Düsseldorfie, skąd polecą jeszcze do Barcelony. Nie mogą się nadziwić jak tu cicho, czysto, jaki tu dobrobyt, dostatek. Ile jedzenia. Półki i lady uginają się pod naporem kanapek, słodyczy, przekąsek, napojów. Czują się nieswojo w wielkich, trekkingowych butach i zużytych ubraniach, które już dawno straciły kolor.

I już tęsknią
W Polsce Ania z Michałem osiedlili się z dala od zgiełku wielkiego miasta
– od ponad roku prowadzą stylowy pensjonat i restaurację Samotnia nad Wdą,
w Borach Tucholskich (www.samotnia.eu). Pensjonat, odrestaurowany stuletni budynek, jest położony w uroczej miejscowości Tleń. Oboje są również pilotami wycieczek i regularnie wyjeżdżają na zlecenia biur podróży w różne zakątki świata.

Michał o Ani
Zawsze dwa kroki do przodu nie tylko przed mną, ale przed całym światem, więc czasem zastanawiam się, kto pędzi bardziej: ona czy ten świat. Najlepszy współtowarzysz podróży dookoła świata, jakiego można sobie wyobrazić
– jestem przekonany, że bez niej zrobiłbym o 30%, jeśli nie 40% mniej w tej podróży. Zawsze pełna optymizmu i wiary w to, że się nam uda, nawet kiedy nic nie jedzie, a my od dwóch godzin próbujemy złapać stopa.

Żeby było jeszcze piękniej :) Mega zorganizowana i poukładana. Wiedziała, co chce robić w danym mieście na dwa dni przed przyjazdem! Mnie pozostawało więc ogarnięcie tego na mapie i dodanie drobnych korekt.
W dodatku zawsze piękna i zmysłowa. Czego chcieć więcej?!