Z pszczołami nigdy nic nie wiadomo

Miała studiować na SGH, ale nie udało się – na egzaminie zabrakło jej jednego punktu. Wybrała więc WSB i szybko przekonała się, że decyzja ta otworzyła przed nią perspektywy kto wie czy nie szersze, aniżeli ta pierwsza, „wymarzona” uczelnia. W Nowym Sączu Agnieszka znalazła bowiem miejsce, w którym to, ile się osiągnie, zależało od wiedzy, umiejętności i ciężkiej pracy. Z dzisiejszej perspektywy cieszy się, że tak właśnie potoczyły się jej losy.

Studia skończyła z wyróżnieniem i zdecydowała się aplikować do prestiżowej firmy konsultingowej Accenture. Nie przerażało jej, że pracę dostawało w niej wówczas zaledwie jeden procent aplikujących. Powody? Studia dały Agnieszce solidne podstawy do wykonywanego zawodu – zarówno „twarde” (wiedza z obszaru IT), jak i miękkie (umiejętności pracy w zespole i komunikacji). Duże znaczenie miało też niewątpliwie uzyskanie dyplomu w zakresie informatyki renomowanej uczelni amerykańskiej DePaul University. Szkoła stwarzała szerokie możliwości rozwoju tym, którzy chcieli z nich skorzystać – opowiada Agnieszka. Pamiętam, że pasja, z jaką wielu wykładowców prowadziło swoje zajęcia, była bardzo „zaraźliwa”. Kiedy o tym mówię, przed oczami mam doktora Ślusarka, rozpisującego na wielkiej tablicy skomplikowany algorytm z radością naukowca, który właśnie
– na oczach słuchaczy – dokonał genialnego odkrycia.

W firmie Accenture, jako starszy (doświadczeniem, nie wiekiem) konsultant, Agnieszka zajmuje się głównie wdrażaniem systemów informatycznych w obszarze finansów i controllingu. Specyfika jej pracy powoduje, że często musi zmieniać środowisko. Nie jest typem osoby, która mogłaby wykonywać powtarzającą się czynność przez dłuższy czas. Czerpie więc sporą radość zarówno z coraz to nowych wyzwań, jakie się przed nią pojawiają, jak i z możliwości poznawania ciekawych ludzi.

Na pytanie: Co Panią motywuje do pracy? odpowiada: W języku angielskim istnieje określenie, które nie ma w polskim dobrego odpowiednika, a świetnie wyraża to, o co mi chodzi. Mam na myśli słowo „drive” – czyli coś w rodzaju energii, pędu, coś, co pcha nas do osiągania zamierzonego celu, nawet wbrew przeciwnościom losu czy doświadczeniom z przeszłości. Największą satysfakcję sprawia mi, gdy na końcu projektu zarówno ja, jak i osoby pracujące po stronie klienta żałują, że to już koniec. Ponieważ Agnieszka lubi rozwiązywać trudne sytuacje, uważa, że największą wadą pracy w wielkiej korporacji jest to, że wiele osób „łyka” niczym ciepłe kluski wygładzoną, pozbawioną ostrych krawędzi nowomowę. Ona nie jest w stanie. Zdaniem Agnieszki problemy są po to, żeby je chwycić za rogi i zmierzyć się z nimi, a nie omijać szerokim łukiem na paluszkach w nadziei, że „jakoś to będzie”. Rzeczy nie zawsze układają się tak, jak byśmy sobie tego życzyli – mówi. – Ale jeśli się w coś wierzy, warto nie poddawać się okolicznościom, tylko działać. Jak trzeba, to i pod prąd.

Plany na przyszłość? Nie musieć niczego nikomu – ani innym, ani sobie
– udowadniać.

Dodaje jeszcze, że jako nastolatka marzyła o wyjazdach, odkrywaniu nowych miejsc. Jednak w życiu pod wpływem nowych wydarzeń nieraz zmieniają się priorytety. Agnieszka urodziła córeczkę, dzięki której – w bardzo pozytywnym sensie – dokonała pewnych przewartościowań. Okazało się, że wspólna lektura z małą Zosią Kubusia Puchatka może przynieść więcej radości niż podróż dookoła świata. Z życiem jest więc tak, jak z pszczołami zdaniem Puchatka – nigdy nic nie wiadomo…