księgowość z polotem

Ścieżki przeznaczenia są nieodgadnione i dlatego trudno dociec, kim dziś byłby Adam, gdyby na początku lat 90. uparł się studiować wymarzoną filologię angielską na Uniwersytecie Jagiellońskim. Na szczęście za radą ojca zdecydował się przystąpić do egzaminu w nowopowstającej WSB-NLU. Uczelnia – uśmiecha się Adam – była blisko Muszyny i na weekendy mogłem wracać do domu rowerem, więc decyzja o zmianie na kierunek ekonomiczny miała pragmatyczne podłoże: studiując na początku polskiej transformacji ekonomicznej w biznesowej uczelni tanim kosztem można było dać sobie szansę na to, żeby zostać bogatym człowiekiem. Szybko okazało się, że była to jedna z najszczęśliwszych decyzji
w jego życiu.

Szczęście zresztą nie opuszczało go ani na chwilę. Jako świeżo upieczony absolwent WSB-NLU z dumą dzierżył dyplom z numerem 13. Jak sam wspomina, Uczelnia wyposażyła go w otwarcie na świat i absolutną wiarę, że wszystko może się zdarzyć. Moja praktyka w USA pozwoliła mi poznać inną cywilizację, opartą na kulcie pracy i patriotyzmie. Dodatkowo to, że uczelnia przetrwała pierwsze trzy lata, stało się dla mnie namacalnym dowodem, że wiara i determinacja człowieka czynią cuda nie tylko w Ewangeliach.

Po krótkim epizodzie pracy na stanowisku wiceszefa działu sprzedaży w Fabryce Ceramiki Budowlanej Wacław Jopek, zatrudnił się jako konsultant w dziale audytu w PwC. Nowe obowiązki sprowadzały się nierzadko do żmudnej, księgowej dłubaniny. Uparcie jednak parł do przodu, a gdy obejmował stanowisko wicedyrektora, był już przekonany, że utożsamianie pracy księgowego
z permanentną nudą to błędny stereotyp. W ramach swojej pracy Adam wiele podróżuje, poznając bardzo ciekawych i inspirujących ludzi. Zdarzyło się, że
w ramach pracy szkolił pracowników pływając po Dunaju, ślizgał się na łyżwach
w resorcie olimpijskim Medeu w Kazachstanie, a swe pierwsze lekcje golfa pobierał od klienta w Dublinie. Praca w PwC dostarczała mu również wrażeń innego rodzaju. Dużym przeżyciem był pobyt w Belgradzie, dokąd Adam udał się tuż po zakończeniu konfliktu w Kosowie. W mieście pełnym zrujnowanych nalotami NATO budynków otrzymał zadanie odbudowania zespołu obsługującego instytucje finansowe. Między innymi dzięki wsparciu lokalnych przyjaciół, którzy pomimo
– a może na skutek – ponurych przeżyć ostatnich lat żyli w myśl zasady carpe diem, zdołał stworzyć zespół, stanowiący o sile jednego z najbardziej dynamicznie rozwijających się oddziałów PwC w tej części Europy.

Dziś Adam nie przestaje podejmować nowych wyzwań. Wieloletnie doświadczenie umożliwiło mu pokierowanie zespołem zajmującym się zapewnianiem jakości procesów biznesowych i informatycznych klientów sektora finansowego. Projekty, realizowane dla czołowych instytucji finansowych w Polsce i regionie, dostarczają mu ogromnej satysfakcji. Lubię ludzi i pracę projektową – wyznaje Adam. – Kreci mnie podejmowanie się rzeczy niemożliwych, dodawanie zespołom wiary w siebie, a potem przyglądanie się, jak pracownicy sami radzą sobie z rzeczami, które na początku uważali za przerastające ich możliwości. Bo na co dzień staram się im wpajać, że to nie marki korporacji czynią z nas osobowości, tylko nasze osobowości tworzą marki korporacji. Być może kiedyś ta pasja do inspirowania ludzi będzie się również realizowała w miejscu, z którym jestem bardzo związany – dodaje tajemniczo.

Zapytany o hobby wskazuje na rodzinę i gotowanie. Beata, Kaśka i Piotrek to paliwo do mojej rakiety. A że paliwo bywa łatwopalne, to również ta mieszanka lubi zaiskrzyć i zadymić! Ale bez tego wszystkiego jaki byłby sens wszystkich innych rzeczy spisanych na tej kartce?