Licencja na dyplomację

Miała być czarna wełniana toga z fioletowym żabotem. Są dobrze skrojone, eleganckie kostiumy, których stosowność określają podręczniki protokołu dyplomatycznego. Monika, odkąd pamięta, chciała być prawnikiem, sędzią sądu rodzinnego, została Konsulem Rzeczpospolitej Polskiej.

Nie zamierzała studiować w Nowym Sączu. Jak większość młodych ludzi po maturze chciała wyrwać się z domu, uczyć się poza miejscem zamieszkania. Nie była zainteresowana biznesem, ekonomią, ani tym bardziej marketingiem,
a jedynie z tym kojarzył jej się WSB-NLU. Dlatego też wybrała prawo na Uniwersytecie Jagiellońskim. Sytuacja rodzinna zmusiła ją jednak do przerwania studiów i powrotu do Nowego Sącza. Tutejsza uczenia stała się więc naturalnym wyborem. Z perspektywy czasu uważa, że nie mogło się lepiej stać.

Studia licencjackie na wydziale marketingu i zarządzania były dla niej drogą przez mękę. Wszystko się zmieniło po uruchomieniu specjalizacji magisterskiej: stosunki międzynarodowe i dyplomacja. To było jej wybawienie. Tworzyli niewielką grupę studentów, mających do dyspozycji wielu wspaniałych wykładowców
i maksimum ich zaangażowania. Dla niej zajęcia prowadzone przez prof. Janusza Ekesa były niezwykłym doświadczeniem, odkrywaniem nieznanego, tajemniczego
i jakże fascynującego świata.

Zawodowe życie Moniki zaczęło się od pracy w biurze parlamentarnym
w charakterze asystentki posła. Cztery lata tam spędzone definitywnie wyleczyły ją
z pomysłu angażowania się w politykę. Potem była praktyka studencka w Kancelarii Premiera, po odbyciu której zaproponowano jej stałą pracę. Potraktowałam to jako wyzwanie – mówi Monika – bo miałam przed sobą ostatni rok studiów, pisanie pracy dyplomowej, nie byłam więc pewna, czy to wszystko uda się jakoś pogodzić ale… udało się. Po KPRM-ie było Ministerstwo Kultury, potem Instytut Dziedzictwa Narodowego, powrót do Nowego Sącza i praca na Wydziale Studiów Politycznych WSB-NLU, i znowu Warszawa. Tym razem Kancelaria Sejmu i wreszcie MSZ. Pracę na placówkach zaczęła od piastowania stanowiska Konsula Generalnego
w Warnie. Z tego okresu na zawsze w pamięci zostanie jej jedna sprawa – zwycięska walka o wywiezienie z domu dziecka polskiej dziewczynki, porzuconej przez matkę zaraz po porodzie.

Gdy zlikwidowano placówkę w Bułgarii, pani konsul wybrała propozycję wyjazdu do Ottawy. Miejsce to ucieszyło ją ze względu na mieszkającą w USA rodzinę. Po dwóch latach spędzonych w Kanadzie Monikę na jej własną prośbę przeniesiono do Ambasady RP w Tallinie w Estonii, gdzie w stopniu Pierwszego Radca Ambasady, pełni funkcję konsula RP.

Czym na co dzień zajmuje się pani konsul? Jej praca różni się w zależności od specyfiki kraju i polega nie tylko na wydawaniu paszportów czy wiz, ale i na udzielaniu ślubów, opiece nad więźniami, a nawet ewakuacji obywateli
z zagrożonych terenów.

Na pytanie, co w jej przypadku jest kluczem do osiągnięcia satysfakcji zawodowej, cytuje Konfucjusza: „Jeśli kochasz to, co robisz, to nie jest to praca”. I tak jest właśnie w moim przypadku, ja po prostu uwielbiam to, co robię.
Monika potrafi czerpać radość z życia, z każdej jego chwili. Pasjonują ją narty i gra w golfa, którą zaraziła się w Kanadzie. Uwielbia film, ale gdyby miała wziąć ze sobą na bezludną wyspę jedną jedyną rzecz, z pewnością byłaby to książka.